Tag Archives: polish classes

już w nowym 2023 roku…

…słowo “covid”…jeszcze dwa lata temu budziło lęk, grozę niewiadomą….a teraz jest ono oswajane przez nas. Niektórzy nawet nie wierzą, że coś takiego mogło zabić miliony ludzi.

Wiemy  na pewno, że  dane nam jest już żyć z tą informacją i przyzwyczailiśmy się do tego.

Zaczęłam od covidu, który zmienił nasze życie- diametralnie, doszła do tego wojna  w Ukrainie wywołana przez Putina, która trwa juz ponad rok.

Naród Polski od samego początku udowodnił, że pomagać może każdy, bez względu na poglądy polityczne, czy religijne.

Ludność Ukrainy uciekając ze swego kraju przed inwazją Rosji, najpierw kierowała się do Polski. Częśc wyjechała do innych krajów, natomiast większość ponad milion…pozostała w Polsce. 

Dlaczego o tym piszę?

Nie można przejść do normalności nie wiedząc co dzieje się w kraju naszym i poza  jego wschodnią granicą.

Jest to niejako  nasz obowiązek — śledzić wszelkie wydarzenia i jeśli można…. pomagać..

Pisałam już wielokrotnie o naszych lekcjach, prowadzonych na Zoom, które ropoczęły się w zasadzie na początku 2020 roku.

Sytuacja lekko się zmieniła ….są zajęcia na Zoom, które prowadzę wręcz codziennie, oprócz sobót i niedziel, tylko  studentów przybywa. Właśnie w związku z tą nieszczęsną wojną zgłaszają się do mnie ludzie mający pochodzenie ukraińsko-polskie. Chcą podtrzymywać język polski, który pamietają jeszcze z dzieciństwa. 

Poza tym, jeszcze nigdy przedtem nie miałam tak wielu studentów ze szkół średnich, z którymi mam zajęcia w poniedziałki,  przez trzy i pół godziny. Jest to kurs w pełni kredytowy,  obejmujący tylko trzy lata, w tym klasy dziewiąte i dziesiąte—jako jeden rok. Mam studentów dojeżdzających  z….. Toronto, Scarborough, Pickering i okolic Oshawy.

Wielka to dla mnie przyjemność przebywać z młodymi uczniami, którzy wnoszą tyle radości, nowości i świeżości.

Pozostałe dni—to spotkania wciąż na Zoom. 

Nasza niezawodna klasa czwartkowa, grupa nie do podrobienia jest nadal bardzo aktywna, każdy dorosły uczeń wnosi co tydzień mnóstwo wspaniałych wrażeń. Przerabiamy gramatykę, już na wyższym poziomie. Nasz cotygodniowy cykl  “Jak minął tydzień”? ma  zwolenników i każdy przygotowując  się wcześniej w domu, czyta, lub mówi dzieląc się swymi wrażeniami. Sa pytania, różne uwagi  odnośnie tej części lekcji.  Są dyktanda, czytanie wierszy, czy…tygodniowa zgadywanka…”czy w tym słowie jest litera?”  Oczywiście spotkania czwartkowe są na razie na Zoom, ale planujemy w tym roku wrócić, chociaż na krótko do naszej sali i poznać się z niektórymi osobiście.

Prowadzę dodatkowe zajęcia w środy. Grupa ta, to studentka z Georgi-USA, dorośli spoza Oshawy, w tym pan–Filipinczyk, który doskonale radzi sobie ze wszystkim co  dotyczy polskiego języka.  Jest pani-mama trójki dzieci, niesamowicie uzdolniona i w mig z doskonałą polską mową powtarza to czego się uczymy. Jest jej ojciec, który zna język polski, a jego pierwszym po angielskim jest język ukrainski. Są też uczniowie, których ambicją jest polepszyć wymowę i pisownię. Piątki należą do uczniów, którzy są jeszcze w szkołach podstawowych. Jedni…z doskonałym językiem polskim, a inni…. robią wszystko, aby też był doskonały.

Przygotowuję się osobno do każdego dnia i muszę pamętać kto i kiedy???

Poziomy są różne, ale najważniejszą rzeczą …dla mnie –nauczyciela języka polskiego, jest znajomość polskiego alfabetu, a przez to umiejętność czytania ze zrozumieniem i prawidłowe mówienie. Jest to podstawa! 

Dodam tylko, że będąc w paz’dzierniku  na Times Square w Nowym Jorku, przechodziłam obok manifestacji antyrosyjskiej. Było sporo ludzi okrytych ukrainską flagą, ludzie przemawiali. Była lokalna telewizja i gdy podeszłam bliżej, zapytano mnie, czy chciałabym coś powiedziec na ten tamat. Oczywiście bez wahania zgodziłam się i na scenie z wielką tubą  powiedziałam to co powinam była…”CHWAŁA UKRAINIE”!!!

pierwszy lot po pandemii i wakacje w Polsce…. po dwóch latach…

…… zdecydowaliśmy się polecieć do Polski po długiej przerwie covidowej.

Dobra i tania linia lotnicza przyczyniła się do podjęcia decyzji spędzenia wakacji w Euuropie.

W Toronto na lotnisku…obowiązkowo—maski!!!!  W samolocie …..w maskach.

Na lotnisku w Dublinie—- bez masek, ale w samolocie w..maskach. Berlin przywitał nas częściowo w maskach, ale już Polska…..  zupełnie jakby nie było tematu pandemii.

Ogólnie—wakacje udane, tylko upały , które opanowały niemal całą Europę dawały się porządnie we znaki. Bez klimatyzacji… raczej nie powinno się było ruszać gdziekolwiek.

Był Kołobrzeg — jako główny przystanek. Piękny, odbudowany i nadal pełen, nowych gmachów, które rosną jak grzyby po deszczu.

Podróżowanie pociągiem po Polsce, to sama przyjemność. Klimatyzacja, wygoda, dostęp do internetu…. nowe znajomości, ciekawi ludzie, a my jedyni w…..maseczkach. Wszędzie, gdziekolwiek byliśmy, w zasadzie w maseczkach. Warszawa…..pod koniec lipca pełna turystów, którzy jak my chowali się w galeriach, aby móc się ochłodzić, odpocząć od upału. Były spotkania z przyjaciółmi, odwiedziny znajomych i miłe spotkania przy dobrej kawie w Starbucks.  Odwiedziny radia Nowy Świat, które 10 lipca obchodziło drugą rocznicę istnienia. Cieszymy sie, że dołączyliśmy do grona sponsorów, a przez ten mały gest możemy przyczynić się do rozwoju radia. Tramwajami i pieszo zwiedzaliśmy co było można, w tym też… Powiśle– starą elektrownię,  przerobioną na przepiekną galerię, pełną świetnych restauracji, sklepów i innych miejsc wartych zobaczenia. 

Po raz pierwszy przejazd warszawskim metrem!! Było super!!!

Był Kraków, oczywiście pobyt u rodziny,  przy nich  —relaks, a  z nimi zwiedzanie …

Muzem Narodowe…Przepiękna wystawa Malczewskiego, trudno było wyjść stamtad. Po drodze w delikatnych  kroplach deszczu–WRESZCIE!!!!!! zawitaliśmy  do domu, w którym urodził się Stanisław Wyspiański—15 stycznia 1869 roku. 

Kolejne miejsce, to dom i ogród malarza, miłośnika kwiatów, które często malował, a był to–Józef Mehoffer. Dom, w którym mieszkał z żoną, pozostał wręcz nie tknięty wewnątrz. Większość mebli dywanów, zasłon okiennych, obrazów…. pozostała na swoim miejscu.

Była też wyprawa tramwajem z centrum Krakowa do… Nowej Huty. Tyle się słyszało o budowie tego miasta, były filmy, a mój mąż miał stryja, który mieszkał w tym mieście. Także spędziliśmy tam niemal cały dzień, jadąc tramwajem z centrum Krakowa aż prawie do końca trasy w Nowej Hucie. Oczywiście miasto leży w pewnej odległości od samego kombinatu. Musieliśmy podjechać tam też tramwajem. Są zdjęcia, a przypadkowi ludzie, których pytaliśmy się o sam kombinat opowiadali sporo ciekawostek.

Po Krakowie pojechaliśmy do Wrocławia i zatrzymaliśmy sie u przyjaciół, którzy pokazali nam maleńką część Dolnego Śląska. Była Świdnica, pięknie odbudowane miasto, pełne zabytków, pamiętające dawne czasy.  Kościół Ewangelicki  z XVII wieku zbudowany z drewna piasku i kamieni. Mnóstwo zwiedzających, zwłaszcza  turystów z Niemiec. Był też Książ, znany z historii…(legendarny pociąg pełen złota i kosztowności). Zresztą do dziś odbywają się poszukiwania tego słynnego pociągu…..może kiedyś komuś się uda….

Miasto Wrocław, samo w sobie jest nadal miastem pięknym, ciekawym i nadal rozwijającym się. Na pewno wart zwiedzenia.

Po przeszło dwóch tygodniach powrócilismy do naszego gniazda, czyli Kołobrzegu. 

Nie pamietam, czy wspominałam wcześniej, że miasto to jest stolicą sanatoryjną. Mieści się w nim bardzo dużo wspaniałych, nowoczesnie urządzonych sanatoriów, które działaja cały okrągły rok. Czyli turystów jest tu naprawdę sporo. 

Czas powrotu do normalności, do pewnych utartych schematów i czynności- musiał nastapić. 

Powrót …tą samą trasą, tą samą linią był przyjemny i udany. 

Toronto przywitało nas nowym regulaminem. Wcześniej , bo 72 godziny przed lotem trzeba było wypełnić specjalną aplikację w telefonie i dzięki niej było duże ułatwienie samego przejścia przez tak zwane bramki celne.

No cóż….jak zawsze…pozostały piękne wspomnienia, które są uwiecznione na wielu zdjęciach. A teraz czas powrócić do pracy, do pewnej rutyny, która osobiście bardzo mi odpowiada.