…oj dawno nie pisalam. Wprawdzie wczesniej chcialam sie podzielic swoimi wrazeniami zmojego pobytu w Polsce, czyli juz w ybieglym roku i rzeczywiscie bylo sporo ciekawostek… gdzies wyfrunely te mysli. Ale za to teraz mam o wiele wiecej do powiedzenia, poniewaz i w te wakacje polecialam do Polski i to nie sama, ale z moim mezem. Nie planowalam na tak dlugo, ale wyszlo jak wyszlo..czyli piec tygodni. Byloby grzechem nie wspomniec kilka slow o tych cudnych chwilach. Ale bede wracala do poprzednich wrazen…rowniez. Warto zwyczajnie nawet porownac. Wprawdzie rok tylko roznicy, ale zawsze jest sie dojrzalszym o ten wlasnie rok. Polska, nasza, moja, wszystkich Polakow……. nie bede wychodzila poza ramy mych wrazen, nie chce polityki, tyko przyslowiowych slow o tym co widzialam, co slyszalam, co zauwazylam. Przede wszystkim Polska pieknieje z dnia na dzien, a ze czasami cos nie wychodzi?? no to co. Ja ciesze sie tym co widze…zmiany na lepsze. W zasadzie we wszystkim. Sklepy przepelnine towarami ludzie coraz to milsi, usmiechnieci, zyczliwi. Ale za kazdym razem jak laduje samolot na lotnisku w Warszawie, przezywam na nowo spotkanie z OJCZYZNA. Moje wyjazdy do Polski. ..to spotkania z bliskimi, odwiedziny roznych znanych mi kiedys …miejsc, czyli powrot do przeszlosci. Jest absolutnie milej i przyjemniej, gdy bywam w Polsce z mezem, a nie sama. Dzielenie sie swymi wrazeniami, to moja radosc!! Podroze pociagami i tylko pociagami, to z kolei najwieksza przyjemnosc mego Marka (chcial byc kiedys maszynista..), zadziwiala nas punktualnosc odjazdow i przyjazdow pociagow w roznych miastach. Przepiekna, sloneczna pogoda, cudne krajobrazy, ludzie radosni..czegoz chcec wiecej?? Nawet brak klimatyzacji nie byla taka uciazliwa. Warszawa…troche rozkopana, ale zwiedzanie muzeow… az trzech w ciagu jednego dnia….to rekord!! Muzeum Powstania Warszawskeigo, Muzeum Kolejnictwa i Muzeum…najnowsze… Zydowskie, ktore jeszcze powoli urzadza sie. Poznan…moje, nasze masto, w ktorym studiowalam, w ktorym bralam slub–40 lat temu , w ktorym urodzialm syna, a w rocznice slubu mielismy w tej samej sali co 40 lat temu…odnowienie naszej przysiegi…zdjecia z przyjaciolmi, cudowne wrazenia. Tym bardziej mile, gdyz 40 lat temu fotograf, ktory pstrykal nam zdjecia zapomnial wlozyc klisze do aparatu i…. nie mamy zadnego zdjecia z tamtej uroczystosci…..ale warto bylo poczekac te kolejne 40 lat…. oj warto bylo. Pozniej byl Wroclaw, odwiedziny przyjaciol, jakze goscinnych i kolejna przygoda z….dywanem. Ot taka zabawa w melancholie…. po 30 latach odebralismy nasz pierwszy dywan, ktory przez przypadek zostal u znajomych we Wroclawiu. Przewiezlismy go zupelnie darmowo, bezpiecznie..pociagiem, az do Kolobrzegu. Byl Wolsztyn, coz za radosc Marka. Jechalismy z Poznania do Wolsztyna prawdziwa ciuchcia, ktora dymila, no bo to byl prawdziwy parowoz…..uch jak goraco, puf jak goraco!!! i tak bylo naprawde, oj puchalo, dymilo, oj, bylo, bylo…. a na miejscu kolejni znajomi i podroz do znanego Muzeum Lokomotyw. Kolejna radosc Marka, biegal, od parowozu do parowozu, pozowal do zdjec, uciechy bylo co nie miara…. W Kolobrzegu, gdzie mieszkalismy, bylo z kolei bardziej stabilnie. Plaza, ktora uwielbiam, moge siedziec, opalac sie kapac caly dzien. I tak bylo, ale nie tylko. Byly ogromnie dlugie spacery..codziennie, byly masaze….codziennie, byly odwiedziny przeroznych ciekawych ludzi, przyjaciol. Pan Prezydent miasta Kolobrzeg, nasi przyjaciele, znajomi i sasiedzi. Podczas takich wizyt w Polsce zazwyczaj poznaje sie kogos.. czy to na plazy, czy na koncercie, bo tez na takich bywalismy…i wtedy jest niesamowicie milo spotykac sie z takimi ludzmi. Byly tance i rybki, byly dlugie spacery pozna pora nad brzegiem Baltyku, ale tez tesknota za bliskim, za dziecmi, za wnukami. Dobrze, ze cywilizacja sie rozwija, a ja, ktora nie znosi ani telefonu komorkowego, a ni komputera.. musialam i nawet robialm to z przyjemnoscia, czyli korzystac z tych urzadzen i dzieki nim mielismy kontakt ze swiatem. Nie jestem w stanie opisac wszystkiego, ale porownujac pobyt moj obecny do poprzedniego, to na pewno bylo lepiej! Powrot po pieciu tygodniach do Kanady, do rodziny, a przede wszystkim do naszych dzieci i wnukow. Kolejna ogromna radosc nowo narodzonym wnuczkiem. Jest cudny. I tak zwyczajnie, normalnie rozpoczal sie nastepny rok szkolny, angielska szkola i moj kurs jezyka polskiego w mojej klasie czwartkowej. Spotkanie ze studentami, ktorzy wracaja, przychodza nowi… zawsze ciekawi ludzie. Ilez oni maja werwy, samozaparcia i milosci do tego, aby poswiecac tyle czasu na nauke jezyka polskiego. Sa studenci, ktorzy w ogle nie maja zadnch konekcji z Polska, a jednak! Chca sie uczyc, przychodza regularnie i sa niesamowicie pilnymi studentami. To prawda, jak mowia inni, ze tworzymy rodzine. Sa przyjaznie, ktore trwaja i umacniaja sie. Moja klasa czwartkowa to wyjatkowa klasa, to ludzie wrazliwi, powazni, ale i z wielka fantazja. Dobrze nam sie wszystkim pracuje. Nie jestem tez sama, pomagaja mi moi przyjaciele, pani Basia ,a teraz pani Ania. Bylismy zaproszeni do Konsulatu na bardzo ciekawe spotkanie z pania Anna Kloza ( ponizej informacja i zdjecia). Niebawem Swieta Bozego Narodzenia, kolejna, piekna tradycja, ktora oczywiscie obchodzimy tak jak Polacy winni obchodzic, w tym przypadku— nasza polska wigilie. Zapraszamy gosci, zanjomych..rodziny. Na pewno napisze wiecej o tej pieknej tradycji. Teraz zegnam sie….do uslyszenia.
Links:
http://www.poranny.pl/apps/pbcs.dll/article?AID=/20130629/OBSERWATOR/130629434
http://www.ceo.org.pl/pl/sendler/news/anna-janina-kloza-laureate-2008
[Galleries 1 not found]